Halloweenowy zawrót głowy



Halloween już za nami, ale to wcale nie oznacza, że klimat nie może pozostać na dłużej :)

Ekscytacja, strach, przerażenie, panika, czarne myśli... To wszystko dało się poczuć pewnego jesiennego ponurego dnia. 
Cały dzień towarzyszyło mi uczucie niepokoju i lęku. Lęku, ale przed czym?
Wszędzie widziałam upiorne postacie i te przeraźliwe krzyki, brrr...

Jaki "normalny" człowiek spędzi 12 godzin w busie, aby potem kolejne 12 godzin spędzić w ciągłej huśtawce emocjonalnej, a następnie 12 godzin w drodze powrotnej? 
Ano JA i jeszcze siedmioosobowa grupa "normalnych" ludzi ;)

Październikowa sobota. Wilgotna, zamglona, ponura. Na wielu ludzi taka pogoda działa depresyjnie i melancholijnie. NIE na NAS!!
My w ten dzień po prostu szliśmy w nieznane, w przygodę. Patrząc na twarze moich znajomych dało się odczytać pytanie: " Co mnie tu dziś czeka?"

Od chwili kiedy otworzyły się "wrota" do innego świata wiedziałam, że ten dzień będzie udany :) 
Trafiłam do "krainy" Halloween i horroru, a dokładniej do Heide Parku - największego parku rozrywki w północnych Niemczech. Wydawać by się mogło, że to tylko wesołe miasteczko, ale nie w ten dzień. 
W październiku klimat i wystrój tego miejsca zmieniają się na bardziej upiorne.



Motyle w brzuchu

Atrakcje zapewniał nam nasz przewodnik Krzysiu, który park zna jak własną kieszeń. Dozował nam emocje delikatnie.
Odczucia jakie miałam przez to, że nie wiedziałam co mnie czeka, można przyrównać z wielkim uniesieniem miłosnym. Dlaczego? 
Stojąc i czekając w kolejce na swój pierwszy przejazd emocje są podobne do tych, które odczuwa się przed pierwszą rozmową, spotkaniem czy randką ;)  
To ściskanie w brzuchu z nerwów i jednocześnie radość jak najbardziej mogę porównać z uczuciem zakochania się.


Do odważnych świat należy

W miarę zaliczania wszystkich ekstremalnie szybkich, stromych i zapierających dech w piersiach rollercoasterów uczucie to nie malało. Czułam je jeszcze mocniej. Swój punkt kulminacyjny odczuć miałam przy najdłuższej kolejce, która była w całości skonstruowana z drewna. Nazwa całkiem adekwatna do tego co zobaczyłam: "Colossos".
http://www.coastersandmore.de/
To jej obawiałam się najbardziej. Jakoś ciężko mi było zaufać tej drewnianej konstrukcji. Widząc jakie te wagoniki są niskie, bo sięgały tylko do kolan i to że nie ma nawet czego się porządnie złapać, rodziły we mnie panikę.
Wszystko na samą myśl zaciskało się w moim ciele. Czułam, że zaraz zemdleję, a świadomość tego, że ja mam usiąść w pierwszym wagoniku, na pierwszych siedzeniach, potęgowała tylko to uczucie. 
Nie było już odwrotu. Kolejka nadjechała. Z wielkimi oporami i trzęsąc się z nerwów jednak wsiadłam. 
Kolejka ruszyła. Coraz bardziej robiło się stromo i wysoko. Wtedy zaczęłam panikować, ale było już za późno... Napięłam wszystkie mięśnie, oczy zamknęłam. Nie chciałam widzieć tego koszmarnego spadu.
www.tapi-online.de
- " Otwórz oczy i patrz!!" - krzyczał ten, który zaciągnął mnie do pierwszego rzędu. Kto to mógł być? Tak, tak - Krzysiu.
Czuję, że już zjeżdżamy w dół. Staram się siedzieć najbardziej sztywno jak się da i nie myśleć o niczym. To trwa może sekundę, albo i mniej.
Aż tu nagle otwieram jedno oko (szybka ocena sytuacji), stwierdzam, że nadal żyję i że nie jest tak strasznie, otwieram więc drugie oko.
Wow :) co za prędkość! 
Strach gdzieś mnie zgubił i zrobił miejsce całkiem nowym wrażeniom. Radości, uśmiechowi, krzykom :) Kiedy oswoiłam się i nabrałam ODWAGI, podniosłam ręce - TAK, ja co ledwie dała radę wejść do wagonika. Tak przebyłam całą trasę :) Przejazd trwał 2 min. Wytrzęsło mnie równo ;)


Byłam szczęśliwa kiedy dojechaliśmy już na stację.
Był przy mnie Rafał :) jego wsparcie w momencie, kiedy się naprawdę bałam, dodawało mi otuchy. Wszyscy wysiedliśmy dosłownie z uśmiechami od ucha do ucha :) a ja dostałam jeszcze jeden prezent - słowa mojego Rafała "Jestem z Ciebie dumny" i ogromnego całusa. Było warto się przełamać :) Dziękuję Ci, że byłeś tam ze mną :* 


Za szybcy, za wściekli

Po odbyciu przejazdu "Kolosem" straciłam uczucie "motylków" - teraz nastało uczucie "ja chcę jeszcze". Nigdy nie przeżyłam tylu zawirowań jednego dnia :) Wykręciło mnie na wszystkie strony. Brzuch i policzki aż bolały od śmiania się. 
Kiedy zapadł wieczór i część ekipy już podziękowała za przeżywanie wszystkiego jeszcze raz, ja i czwórka znajomych biegaliśmy od jednej kolejki do drugiej. Korzystaliśmy z braku sznura ludzi, ponieważ normalnie trzeba było stać po 70 min.
Takim sposobem " Kolosa" po ciemku zaliczyłam jeszcze trzy razy. Jazda po ciemku jest o wiele lepsza :) Trzy razy również jechałam na superszybkim rollercoasterze. Ruszał z prędkością, która dosłownie wgniatała człowieka w siedzenie. Był też " Batman" - świetna kolejka :)


Czego nie powtórzyłam?  "Krake", sami spójrzcie dlaczego. Wrażenie, kiedy spadasz głową w dół prosto w tę paszczę, nie należy do przyjemnych.


Kolejna atrakcja, która nie zdobyła mojego uznania, to "Scream". Przy tej aż brak słów, aby opisać to dziwne uczucie... Mój film się nie nagrał, ale chcę abyście zobaczyli jak on wygląda :)
Są jacyś chętni? ;)




Strach się bać

Odwiedziliśmy Dom Strachu, a dokładnie Szpital Psychiatryczny. Przytłumione i migoczące światła utrudniały poruszanie się wśród labiryntu. Upiorne odgłosy i pacjenci naprawdę potrafili przestraszyć. W najciemniejszych zakątkach czułam się bardzo niekomfortowo. Czułam na sobie dotyk, lecz nie wiedziałam, czy to ci aktorzy, czy ktoś z grupy szukał bliskości, aby czuć się pewniej. 
Dodaj napis
Następnie odwiedziliśmy "Sektor 23", teren objęty kwarantanną. Tam czekały na nas zombi. 
Idziesz sobie z duszą na ramieniu, obawiasz się każdego wejścia w nowy zaułek. AŻ TU NAGLE!! Wyłania się postać jaką znacie z filmów o zombi. Aby poczuć strach trzeba po prostu wczuć się w całą akcję i klimat iście z horrorów. Wiecie co było najbardziej straszne dla mnie? Kiedy szłam w ciemnościach i nawet nie wiedziałam, że postać jest przy mnie, naprawdę blisko. I nagle usłyszałam ten charakterystyczny odgłos, który tylko zombiaki wydają. Strach mnie sparaliżował i poczułam się jak w filmie...



To już jest koniec

Po całym dniu pełnym adrenaliny, radości, szybkości i przede wszystkim pokonaniu lęku, zostaliśmy pożegnani wspaniałym pokazem fajerwerków. Wchodząc do parku o 10-tej rano słyszałam krzyki. Teraz już wiem, że były to krzyki paniki zmieszane z radością pod wpływem przełamywaniu swoich ograniczeń. Na pewno moje takie były.  
Dzień ten zapadnie na dłuuugo w mojej pamięci ze względu na atrakcje jakie nam zapewnił Krzysiu i ludzi, którzy byli tam razem ze mną.

Bardzo Wam dziękuję za ten halloweenowy zawrót głowy :-D















Share this:

, , ,

KOMENTARZE

1 komentarze:

  1. Kocham Cie!!! Nadal jestem z Ciebie dumny chociaż nie zawsze to okazuje.

    OdpowiedzUsuń